Praca w domu. Plusy dodatnie i plusy ujemne.

Praca w domu. Plusy dodatnie i plusy ujemne.

Odkąd pamiętam chciałam mieć możliwość pracy w domu. Miałam w sobie taki sielski obraz samej siebie, która gospodaruje swoim czasem, decydując co i w jakiej kolejności wykona. W tej wizji widziałam zadbany dom, pachnące kwiaty w wazonie i na tarasie, wykoszony ogródek, wysprzątany garaż i samą siebie siedzącą za biurkiem lub na sali szkoleniowej, zajmującą się tym, co kocham.

 

Długo pracowałam na etacie wychodząc z domu często w okolicach 6 rano, by odwieźć Młodego do przedszkola a później do szkoły i zdążyć na 8.00 ( później na 9.00) do pracy. Wracałam do domu niejednokrotnie ok 18.00, czasami później.

Wtedy praca w domu marzyła mi się najbardziej.
By przestać się spieszyć.
By przerwać błędne koło nerwowych poranków, gdy nie można się wyrobić a Młody nie współpracuje.
By móc wtedy po prostu się zatrzymać, wziąć głęboki oddech i poczekać, bez poganiania.
By być wcześniej w domu i mieć czas na wspólnotę.
By samej decydować czym i kiedy się zajmuję.
By….
Dużo było tego „by”.

Tak, o tym marzyłam.

Moje marzenie się spełniło, ale jak zapewne się domyślacie, praca w domu ma swoje plusy dodatnie i plusy ujemne 😍.
I o nich będzie ten tekst.

Miejsce

Gdzie mój laptop tam moja praca. Cudownie prawda?
Wystarczy, że zabiorę go ze sobą i mogę pracować w kawiarni, w parku na ławce, na plaży. Gdziekolwiek zechcę. Pracuję w domu, ale równie dobrze może to być dowolnie wybrane przeze mnie miejsce. Widziałam siebie
z laptopem w pięknym otoczeniu: kawa pachnie, słońce świeci a ja z zachwytem wdycham tę atmosferę i pracuję.
Tak, to duży plus dodatni. 
Ale czy wiecie, że nigdy nie skorzystałam z takiej możliwości? Nie pracuję w kawiarniach, nie wychodzę popracować do parku.
A gdy jadę nad morze, to jest to raczej urlop niż praca w morskich okolicznościach i wtedy uruchamiam laptopa jeśli trzeba, ale na chwilę i nie wychodzę z nim na plażę, bo….. prozaicznie – nic nie widzę na monitorze w dużym słońcu ;-).

A plusy ujemne? 
W domu szybko okazało się, że moja praca była wszędzie. Przemieszczała się ze mną z góry na dół i tym sposobem była w wielu miejscach na raz. Moje materiały do pracy ( bo nie tylko o laptopie tu mowa) znajdowały się w salonie, w kuchni, w sypialni a czasami również w łazience. Rozpełzały się zagarniając naszą prywatną przecież przestrzeń.

Zaczęło mi brakować równowagi między tym, co zawodowe, a tym, co prywatne.

Jasno wyznaczonego miejsca, w którym zajmuję się tym, co związane z pracą, i które to miejsce mogę opuścić, zamknąć i tym samym przejść z pracy do domu.
To wszystko zapewniało mi kiedyś biuro. Rano opuszczałam dom, szłam do pracy – miejsca, w którym wykonywałam zadania właśnie z nią związane. I tylko z nią. O określonej godzinie kończyłam pracę, wychodziłam z biura, pokonywałam pewną przestrzeń i wkraczałam do domu – mojej przestrzeni prywatnej. I jeżeli nawet „zabierałam pracę do domu” ( co nierzadko się zdarzało) to jednak zdecydowanie był to mój czas prywatny i domowy właśnie.

Praca w domu pomieszała i mocno połączyła to, co zawodowe z tym, co prywatne.

Zapragnęłam to jednak jakoś przestrzennie wydzielić i tym sposobem powstał „gabinet”  – miejsce, które służy wyłącznie sprawom zawodowym. Tu jest komputer, materiały, książki i wszytko to, co jest mi potrzebne do pracy.
Przekraczanie progu gabinetu to sygnał – teraz jestem w pracy lub z niej wychodzę.

Czuję się z tym zdecydowanie lepiej.

Czas

Nie mam określonych z góry godzin pracy. Sama decyduję o swoim planie dnia: godzina wstawania jest określona, gdyż wyprawiam Młodego do szkoły, ale już to, o której zasiądę do pracy,  co zrobię, ile zrobię, co zrobię dzisiaj, a co jutro zależy tylko ode mnie. A może dzisiaj nie będę pracowała tylko poczytam ksiażkę, obejrzę film czy pójdę na długi spacer. Fajnie prawda?
I rzeczywiście tak jest. Sama układam swoje plany dnia i ode mnie zależy ich kształt.
To zdecydowanie dodatni plus pracy w domu!

Jednak okazało się, że to co jest plusem dodatnim może być również plusem ujemnym.
Początkowo był to niezmiernie trudny, jak się okazało, aspekt mojej pracy w domu.
Praca na etacie wymagała wstawania w określonych godzinach, wyszykowania się, wyjścia oraz poświęcenia uwagi pracy, bo w miejscu, w którym się ona odbywała WSZYSCY nią się właśnie zajmowali.

Łatwo jest ulec złudzeniu rozciągającego się czasu. W sumie to mam go tyle, że nic nie stoi na przeszkodzie, by odłożyc to, co jest do zrobienia zawodowego na za chwilę. Przecież zdążę. A może jutro. Fajniej jest poczytać ksiażkę. A może zajmę sie czymś innym???

A czas nie jest z gumy. Jest go określona ilość, w moim przypadku od 8.00 do 14.00, bo wtedy Młody wraca ze szkoły. Czyli tak naprawdę to TYLKO 6 godzin ( w porównaniu do 8 godzin na etacie to zdecydowanie mniej).
Oczywiście mogę coś przełożyć na wieczór, i tak w wiekszości przypadków robię, jednak najcenniejszy dla mnie czas od 8.00 do 14.00 musiałam nauczyć się efektywnie wykorzystywać i nie dać się zwieść kuszącym myślom      o różnego rodzaju przyjemnościach, które mogę zrobić w zamian.

Zajęło mi to trochę czasu. Zanim do tego doszłam nauczyłam się:
a) planowania – spisuję sobie dzień wcześniej to, co mam do zrobienia w dniu nastepnym i nie zabieram się za nic innego, dopóki tego nie zrobię.
b) eliminowania rozpraszaczy – praca w wiekszości przy komputerze to morze rozpraszaczy w postaci facebook’a, instagrama, ciekawych blogów, nowych artykułów. Zaczynam z myślą, że na 10 minut i mija godzina.
Wyłączam je teraz, chyba że to właśnie ich dotyczy moja praca i są zapisane w harmonogramie.
c) podczas godzin pracy zajmuję się pracą. Tylko! Więcej o tym w punkcie poniżej ⤵️

Praca w domu a dom

Gdy pracowałam na etacie nieustannie miałam za mało czasu na zajęcie się domem. Wychodziłam o 7.00 wracałam o 18.00.
W domu, po sobotnim sprzątaniu, z dnia na dzień bałagan narastał, bo nie miałam czasu, ani ochoty po pracy się tym zajmować. Pomieszanie z poplątaniem w szafach, stare z nowym, za małe z tym, co dobre. Nie wiadomo, co gdzie jest i co tak naprawdę mamy, bo czasu brak na przejrzenie i segregację.

Praca w domu wydawała mi się wtedy świetnym rozwiązaniem, które nie tylko pozwoli mi swobodnie decydować o moim życiu zawodowym, lecz również umożliwi mi zajęcie się tymi zaniedbanymi domowymi tematami.
Wystarczy godzinka dziennie i wszystko będzie lśniło. Tak myślałam.  Posprzątam, wypiorę, zrobię zakupy, ugotuję.

Taka Businesswoman w połączeniu z Perfekcyjną Panią Domu .

Praca wykonana, dom zadbany, rodzina szczęśliwa.

I okazało się to niezłą pułapką, z której długo nie mogłam wyjść, a która powodowała u mnie wiele frustracji, zniechęcenia i wściekłości.

Próbowanie połączenia pracy w domu z pracą na rzecz domu podczas pracy w domu ( mam nadzieję, że rozumiecie, o czym piszę) kończyło się dla mnie tym, że albo jedno albo drugie nie było zrobione tak, jakbym chciała, a ja sama miotałam się, próbując sprostać dwóm rolom w jednym czasie.

Musiałam nauczyć się:
a) podczas pracy tylko pracuję.
Nie robię prania, nie prasuję, nie chodzę na zakupy, nie sprzątam. Od 8.00 – 14.00 pracuję.
W większości przypadków udaje mi się to utrzymać, choć bywają uzasadnione wyjątki. Jednym z nich jest krótki spacer z psem o godzinie 12.00, choć i z tym bywa różnie, bo jest godzina 12.17 a pies czeka, aż skończę artykuł.

b) domem zajmuję się po pracy.
Gotowanie ( prawie codziennie gotuję obiady), pranie, sprzątanie i inne cudowności muszą poczekać na swoją kolej, wg ustalonych priorytetów, co oznacza, że czasami ich wykonanie zostaje przełożone na inny termin.
Nie jest idealnie, bywa, że kurz czeka na wytarcie dłużej, niż bym tego chciała, ale nauczyłam się z tym żyć, rezygnując z nierealnych wcześniej oczekiwań wobec samej siebie i pracy w domu.

Praca w domu a domownicy

Podjęcie decyzji o pracy w domu miało wpływ nie tylko na mnie, lecz również na moją rodzinę.
I mimo, że była podjęta przy ich aprobacie, zwłaszcza chodzi tu o moją drugą połowę, to „w praniu” okazało się, że niekoniecznie tak samo to widzimy.
Wszystkie oczekiwania wobec mnie samej, które opisałam w puncie wyżej, nie były tylko moimi oczekiwaniami. Były ( i w jakiejś mierze nadal są, choć proces trwa) jego oczekiwaniami wobec mnie.
Skoro jestem w domu to:
a) mogę posprzatać, ugotować, wyprać
b) mogę zrobić zakupy
c) mogę załatwić to i tamto ( z Młodym do lekarza, książki w bibliotece, wizyta w szkole Młodego, ogródek itp)
Przecież to nie zajmuje dużo czasu. To tylko chwila.

A ja wiem, że ta chwila trwa dłużej niż się wydaje, że odrywam się wtedy od pracy, tracę myśl, wątek, do którego potem wracam dłużej, niż gdybym pracowała nieprzerwanie, że to nie jest dla mnie korzystne
( czytaj w poprzednim ustepie). 

Że ważne jest dla mnie nie mieszanie tych tematów.

ON do pracy nie jeżdzi z deską do prasowania, nie zabiera ze sobą pralki nie dlatego, że w samochodzie nie ma na to miejsca, lecz dlatego, że nie robi prania będąc w pracy, gdy jedzie do pracy, zajmuje się pracą. 
Ja też tak miałam, gdy pracowałam na etacie. Dlaczego ma się to zmienić, gdy pracuję w domu?
No właśnie?
Proces trwa :-) .

Tytułem podsumowania

Rzeczywistość zawsze weryfikuje plany i marzenia, a doświadczenie konkretnej sytuacji sprawia, że jesteśmy
w stanie klarownie podejść do tego, czy dana sytuacja nam służy, czy nie.
Jednym słowem, czy plusy dodatnie przeważają nad plusami ujemnymi?
W moim przypadku, ponieważ wolność i samodecydowanie mam niejako wpisane w kod DNA, plusy dodatnie przeważają, a plusy ujemne są motorem do rozwoju, przede wszystkim do zmiany nawyków.

Dla mnie praca w domu jest otymalnym rozwiazaniem. Na ten moment.
Bo jedno, co jest pewne w życiu to zmiana, zatem kto wie, jak spojrzę na to za jakiś czas…

7 sposobów na natłok myśli przed snem.

7 sposobów na natłok myśli przed snem.

Natłok myśli przed snem…Znasz to?
Kładziesz się spać i…. tysiące myśli kłębią się w Twojej głowie.
Myśli powodujące niepokój, rozedrganie. Myśli zapętlające się, ciągnące jedna drugą, świdrujące.
Przewracasz się z boku na bok. Czas leci. Nie zasypiasz.
Starasz się je odpędzić, rozproszyć. Myśleć o czymś innym, przyjemnym. Nic z tego.
Wracają, jak bumerang.

 

Im dłużej to trwa, tym bardziej się denerwujesz. Przecież powinnaś już spać. Jutro rano trzeba wstać. Przed Tobą cały dzień wypełniony obowiązkami, a Ty nadal nie możesz zasnąć.

Im bardziej skupiasz się na tym, by zasnąć, tym bardziej jesteś daleka od snu.

Odnajdujesz w tym siebie?
Ja znam to doskonale.

W momentach zwiększonego stresu, dużej ilości zadań, które ledwo ogarniałam, wieczorami, gdy zdawałam sobie sprawę z tego, ile jeszcze mam do zrobienia, spokojne zaśnięcie graniczyło z cudem.

 

Jak sobie z tym radzić? Co zrobić, by na czas snu odłożyć sprawy dnia, by móc spokojnie zregenerować organizm i z nowymi siłami wejść w kolejny dzień?

Po pierwsze ZAPOBIEGAJ.
Ja wiem, kiedy takie sytuacje mogą mieć miejsce,  i wtedy szczególną wagę przywiązuję do ZAPOBIEGANIA.
  1. Co najmniej na godzinę przed snem nie oglądam telewizji, nie korzystam z komputera, tableta, smartfona. Nie odczytuję maili i powiadomień. To mój czas na wyciszenie.

Korzystanie z w/w urządzeń, poza emitowanym niebieskim światłem, które zakłóca wydzielanie melatoniny odpowiedzialnej za prawidłowy przebieg snu, daje dużą szanse na to, że napotkam tam informacje, które nie wpłyną korzystnie na moje wyciszenie, a zadziałają wręcz przeciwnie.
Więc z nich nie korzystam.

2. Zapisuję wszystko, co mam do zrobienia jutro, czy pojutrze.

Zapisuję to, czego nie udało mi się zrobić dzisiaj wraz z planami, kiedy to zrobię.
Wszystko – sprawy zawodowe i prywatne.

3. Idę na krótki spacer lub ćwiczę jogę w wersji przeznaczonej na wieczór, na zakończenie dnia.

To specjalny zestaw ćwiczeń relaksujący po całym dniu, wyciszający i przygotowujący do snu.
Wystarczy wpisać hasło w youtube i cieszyć się wieczornym relaksem.

4. Biorę ciepłą kąpiel z olejkami eterycznymi mającymi działanie relaksujące i usypiające.

Wystarczy dolać do wanny kilka kropel paczuli, olejku ylang-ylang bądź też olejku sandałowego. Wystarczy około 10 kropli jednego z nich, by kąpiel stała się rozkoszą dla zmysłów i doskonałym usypiaczem.

Możesz również nasączyć olejkami chusteczkę i włożyć ją pod poduszkę.  Chusteczkę, lub inny kawałek tkaniny, nasącz dziesięcioma kroplami olejku z rumianku, pięcioma kroplami olejku z szałwii muszkatołowej i pięcioma kroplami olejku z bergamotki.

5. Medytuję.

Na mnie medytacja oddechu działa bardzo wyciszająco, spróbuj i Ty.
TUTAJ możesz pobrać plik audio z kierowaną medytacją oddechu.

A co jeśli nie udało mi się zrobić nic z powyższej listy, albo udało się, a nadal nie mogę zasnąć, bo natrętne myśli ciągle krążą w mojej głowie?
6. Gdy mam natłok myśli przed snem, po prostu ZAPISUJĘ POJAWIAJĄCE SIĘ MYŚLI.

Przy łóżku zawsze trzymam notanik i ołówek.
Często nawet nie zapalam światła tylko NOTUJĘ, NOTUJE, NOTUJĘ. Kładę się, męczące myśli wracają, ja zapisuję. Jak leci. Jedna za drugą. Notuję do momentu, gdy spokojnie zasypiam, a wszystko, co nie dawało mi zasnąć, leży spokojnie obok mnie, w moim notatniku. Do zapisanych notatek mogę wrócić rankiem, gdy będę chciała. Zasypiam spokojna, że nic mi nie umknie.
TO DZIAŁA.

7. Dodatkowym elementem wspomagającym jest dla mnie w takich momentach SZKLANKA CIEPŁEGO MLEKA.

To sposób mojej babci. Gdy nie mogłam zasnąć przychodziła do mnie z kubeczkiem ciepłego mleka, który wypijałam i….. zasypiałam.
Ta metoda pomaga mi również, gdy jestem dorosła.  I nie przestałam tego robić nawet w momencie, gdy przeczytałam, że to mit i działa jak placebo.
I co z tego, skoro działa?

A jaki jest Twój sposób na natłok myśli przed snem? 
Czy obserwując zwierzęta możemy się czegoś dowiedzieć o ludziach?

Czy obserwując zwierzęta możemy się czegoś dowiedzieć o ludziach?

Nasza rodzina ma model 3 + 2, troje ludzi  – Ja, W. i Młody – i dwa zwierzaki – kotka Tanti i pies Rubi.

Z kotem żyję od dawna. Zawsze byłam kociarą i odkąd mogę mieć kota, bo jestem ‘na swoim” to go mam. Jednego, potem drugiego. Bez kota nie wyobrażam sobie życia.
Pies jest z nami od niedawna. I odkąd jest, mam pole obserwacji tych różnych charakterów zarówno w ich własnej relacji, jak i relacji z nami. Są tak różne!

  1. Kotka

Spokojna, stonowana, bardzo samodzielna i samowystarczalna. Żyje się  z nią czasami tak, jakby jej nie było. Ma swoje miejsca, w których się wyleguje. Blisko nas, ale nie inwazyjnie. Ma swoją własną przestrzeń, którą pielęgnuje i której strzeże. Sama dba o siebie. Myje się sama, załatwia się do kuwety, zawsze zasypuje po sobie swoje odchody. Je i pije delikatnie, spokojnie tylko to, co jej się wsypie do misek.
Jest bardzo cicha. Chodzi bezgłośnie, skacze delikatnie. Niczego nie niszczy. Bardzo rzadko miauczy.
Czasami upomina się o to, by ją pogłaskać. Podchodzi wtedy delikatnie pod rękę lub ociera się o nogi.
Głaskana zaczyna mruczeć, a to cudowny dźwięk.
Gdy poczuje, że ma dosyć, odchodzi do swoich zajęć.
Lubi być blisko nas, gdy zmieniamy pokój ona idzie za nami. Jest blisko, jednocześnie dając nam i sobie przestrzeń. Jest z nami, jednocześnie będąc obok nas.

  1. Pies

Dynamiczny, ekspresyjny, hałaśliwy. Porusza się głośno. Gdy kładzie się na podłodze słychać to w całym domu. Cały czas blisko. Szczeka, skacze, zachęca do interakcji. Przynosi swoje zabawki, by się z nim bawić. Na brak reakcji z naszej strony reaguje niezadowoleniem i coraz mocniejszym dopominaniem się o kontakt. Kilka razy dziennie, niezależnie od naszych planów, chcenia bądź niechcenia, pogody i czego tam jeszcze wymaga wyprowadzania na spacer. Ubrudzonego trzeba wykąpać. Je głośno, pije tak, że mlaskanie słychać z daleka.
Każdy z nim kontakt jest energiczny, dynamiczny i głośny. Nigdy nie ma dosyć.
Jest cały czas przy nas. Z nosem węszącym, wpatrzonymi oczyskami.

  1. Relacja między nimi

Raczej szorstka. Pies jest bardzo zazdrosny o uwagę dawaną kotu.  Gdy tylko głaszczemy kotkę lub do niej gadamy przybiega i wpycha się, co skutkuje tym, że kot odchodzi. Pies zostaje.

SĄ TAK RÓŻNE.

Dlaczego o tym piszę?

Zauważyłam, że nasza uwaga skupia się na psie. On ją niejako przyciąga swoim zachowaniem, sposobem bycia, swoją energią. Tym, że nas zaczepia, inicjuje kontakt, jest blisko nas, potrzebuje wyprowadzania, mycia, zabawy. Absorbuje nas. Zajmujemy się nim dużo więcej, niż kotką.
Dodatkowo jego zazdrość powoduje, że nawet w chwilach, gdy kot przychodzi do nas, by zrealizować swoją potrzebę bliskości, nie ma możliwości, by ją zaspokoić. Kot odchodzi, bo to, co wyrabia pies to nie jego bajka.

Zauważyłam też, że kotka gaśnie. Nieustannie przeganiana przez psa, bez naszej uwagi, którą dawaliśmy jej wcześniej. Postanowiłam coś z tym zrobić, by również kocicy dać przestrzeń na bycie z nami w formie, której potrzebuje. I mogłam to zrobić tylko dlatego, że dostrzegłam to, co się wydarzyło z naszą uwagą, że skupiła się na jednej istocie, a druga zaczęła być pomijana.
Dostrzeżenie tego pozwoliło mi zmodyfikować swoje działanie tak, by każdy zwierzak dostawał od nas to, czego potrzebuje, co jest dla niego ważne, by ten bardziej ekspansywny nie zawładnął całą przestrzenią, by ten spokojniejszy również miał swój z nami czas.
Bo to, że jest właśnie taki nie oznacza, że nie potrzebuje naszej uwagi, czułości i bliskości.
Oznacza, że potrzebuje jej w innym stopniu, w innej formie i innym nasileniu.

Jak to się ma do ludzi?

Dzieci też są różne.
Jedne dynamiczne, energiczne, w stałym kontakcie z rodzicami, mocno komunikujące swoje potrzeby, absorbujące, zajmujące.
Inne spokojne, samodzielne, zajmujące się same sobą, introwertyczne.
Takie rodzeństwa.
A uwaga rodziców?

Obserwując zwierzęta możemy się dużo dowiedzieć o nas samych.
Jeśli tylko będziemy otwarci na to, by te obserwacje przełożyć na nasze ludzkie życie.

7 pytań do…samej siebie

7 pytań do…samej siebie

"7 pytań do..." - słów kilka o cyklu

Cykl „7 pytań do…” powstał z potrzeby poznawania oraz prezentowania świata kobiet.
Tego, co jest dla nich najważniejsze, co je motywuje do działania, co zniechęca, czego się obawiają, o czym marzą.
Pytania, i odpowiedzi na nie, pokazują rzeczywistość, obrazują marzenia, tęsknoty i cele, bywają drogowskazem.
Chcę zachęcić kobiety do zadawania sobie pytań i szukania na nie odpowiedzi, by odkryć to, co ukryte i żyć w zgodzie ze sobą.

Do cyklu zapraszam kobiety, których poczynania obserwuję, od których uczę się i czerpię inspirację, które podziwiam i których miejsca w sieci polecam.
Często znam je jedynie z internetu i zadanie im 7 pytań, a potem czytanie odpowiedzi, jest doskonałą okazją do tego, by odkryć je w innym wymiarze.

Miłego czytania!

Różne kobiety, różne doświadczenia, różna droga, różne światy.
Te same pytania.
A odpowiedzi?

Liwia Pawlik*

  1. Co jest dla Ciebie najważniejsze? Jaki jest cel Twojego życia?

Chcę żyć tak, by pod koniec życia móc powiedzieć, że czuję się zrealizowana, wypełniona i odchodzę spokojnie. Chcę kochać siebie, bo to pozwala mi kochać świat i innych ludzi, być otwartą na to, co przynosi każdy dzień, przyjmować to ze spokojem i działać zgodnie ze sobą.

To dla mnie ważne. Płynąć z falą, nie przeciwko niej.

Dużo się w swoim życiu nawalczyłam. W różnych jego aspektach. I nie chcę walki. Chcę współpracy i wewnętrznego spokoju. To one dają mi moc do tworzenia mojego życia takim, jakiego pragnę.

  1. Co uznałabyś za najlepszą rzecz w Twoim obecnym życiu?

Wolność wyboru. Bardzo to doceniam, że doszłam do momentu, w którym mogę wybierać.
Ta wolność to stan umysłu, do którego prowadziła mnie długa droga wypełniona wieloma  „powinnam” i „muszę”. Dzisiaj dokonuję świadomego wyboru, podejmuję decyzję i biorę za nią odpowiedzialność. JA. Tym sposobem to ja steruję swoim życiem i ja wybieram drogę, którą idę.
I na nikogo nie mogę zrzucić odpowiedzialności za miejsce, w którym jestem. I nie chcę tego robić.  Świadomość, że to JA decyduję o kształcie mojego życia jest dla mnie mocno twórcza i pobudzająca do działania, lub niedziałania, gdy tego chcę. Po prostu wybieram.

  1. Czego się boisz? Co jest dla Ciebie największym wyzwaniem?

Choroby. Swojej lub bliskich. Takiej poważnej, powalającej lub odbierającej życie.
Gdy to piszę, ciarki przechodzą mi po plecach i czuję ścisk w gardle.
Naprawdę się tego boję.
Dlatego badam się systematycznie, by ten strach zmniejszyć. Bada się również mój syn, który z racji treningów poddawany jest badaniom systematycznie.
Niestety nie mam wpływu na moich bliskich, na ich podejście do tematu.
Ja, ze strachu przed chorobami, badam się. Oni, z tego samego powodu, badań unikają.
I wyzwaniem jest dla mnie akceptowanie tego stanu. Dużym wyzwaniem.

  1. W czym jesteś naprawdę dobra?

Gdy tak patrzę na siebie i swoje życie to myślę, że moim dużym atutem jest podejście do zmiany.
Zmianę traktuję jako szansę, a nie zagrożenie.  Dużo z nich inicjuję sama i z dużym spokojem i optymizmem, co do ich powodzenia, realizuję to, co założyłam. Z wszelkimi konsekwencjami, które napotykam po drodze.
Podobnie rzecz się ma ze zmianami, które przychodzą z zewnątrz. Może tylko trochę dłużej trwa proces oswajania, a raczej planowania mojego do niej podejścia, gdy taka zmiana spadnie na mnie nagle i niespodziewanie.
I lubię to w sobie. Bardzo.

  1. Co Cię motywuje, dodaje skrzydeł? Co wysysa z Ciebie energię i zapał?

Pomysł, idea, zadanie do wykonania, w którego sens wierzę. Wtedy czuję przypływ energii, rozwijają mi się skrzydła u ramion i działam, jak natchniona.
Motywuje mnie dodatkowo wiedza związana z motywacją. Tak, tak. To nie pomyłka.
Świadomość, że motywacja to takie uczucie, które ma tendencję do zanikania, zniżkowania lub zanikania bardzo mi pomaga. Bo wtedy włączam przyjaciółkę motywacji, czyli samodyscyplinę ( oj, jak ja kiedyś nie lubiłam tego słowa…), która pomaga mi doprowadzić temat do końca. A czasami zdarza się, że cudowne uczucie motywacji wraca i znów czuję motyle w brzuchu.
Bo motywacja pozwala mi zacząć, a samodyscyplina skończyć. I cudne jest to, że mam w sobie je obie.

A co do wysysania  – tracę zapał, gdy długo mierzę się z ludzkim „nie uda się”, „po co Ci to”, „ i tak nic z tego nie będzie”, „zostaw to, zajmij się lepiej czymś innym” itp.
Jestem dosyć odporna na takie słowa, jednak powtarzane często potrafią odebrać mi cały zapał.
Przychodzi taki punkt krytyczny, gdy wybucham. Potem jakiś czas zabiera mi powrót do siebie i do przywrócenia sobie sensu własnego działania.

  1. O czym marzysz? Czego aktualnie pragniesz? Do czego usilnie dążysz albo za czym tęsknisz?

Na tu i teraz, prozaicznie, pragnę stabilizacji finansowej, którą z lekka utraciłam w związku ze zmianami, które wprowadziłam w swoim życiu. I być może pieniądze nie są najważniejsze, bo nie są, jednocześnie dają poczucie bezpieczeństwa i możliwość realizacji własnych planów i marzeń.
Do tego dążę Teraz. By to, co robię, dawało mi finansowe bezpieczeństwo.

  1. Jakie pytanie chciałabyś usłyszeć?

Ile masz lat?

„Kobiet o wiek się nie pyta” – taki utarty frazes powtarzany i słyszany od dziecka.
I tym sposobem kobiety wstydzą się mówić o swoich latach, jakby to im uwłaczało, że z kolejnym rokiem są coraz starsze, a przecież nie powinny.
Chciałabym to odczarować. Głównie dla siebie. Bo we mnie również ciągle tkwi ten stereotyp.

Mam 45 lat.
Gdy patrzę na siebie w lustrze widzę kobietę, na której twarzy wypisana jest jej historia i droga.
Zmarszczki, worki pod oczami, delikatne bruzdy wokół ust, przebarwienia, siwe włosy.
Jestem tu, gdzie jestem i jestem tym, kim jestem, dzięki tej historii.
Mam 45 lat.

*Liwia Pawlik

Sama pisze o sobie:
12 lat temu wskoczyłam na drogę zwaną rozwojem osobistym. I lubię powtarzać za moją przyjaciółką Agatą, że ta droga nie ma końca. Na szczęście!
Więcej o mnie przeczytać możecie klikając TUTAJ.

PS. Droga Czytelniczko, jakie byłyby Twoje odpowiedzi? Może zechcesz się nimi podzielić? Napisz do mnie.

7 pytań do… Dagmary Gmitrzak

7 pytań do… Dagmary Gmitrzak

"7 pytań do..." - słów kilka o cyklu

Cykl „7 pytań do…” powstał z potrzeby poznawania oraz prezentowania świata kobiet.
Tego, co jest dla nich najważniejsze, co je motywuje do działania, co zniechęca, czego się obawiają, o czym marzą.
Pytania, i odpowiedzi na nie, pokazują rzeczywistość, obrazują marzenia, tęsknoty i cele, bywają drogowskazem.
Chcę zachęcić kobiety do zadawania sobie pytań i szukania na nie odpowiedzi, by odkryć to, co ukryte i żyć w zgodzie ze sobą.

Do cyklu zapraszam kobiety, których poczynania obserwuję, od których uczę się i czerpię inspirację, które podziwiam i których miejsca w sieci polecam.
Często znam je jedynie z internetu i zadanie im 7 pytań, a potem czytanie odpowiedzi, jest doskonałą okazją do tego, by odkryć je w innym wymiarze.

Miłego czytania!

Różne kobiety, różne doświadczenia, różna droga, różne światy.
Te same pytania.
A odpowiedzi?

Dagmara Gmitrzak*
  1. Co jest dla Ciebie najważniejsze? Jaki jest cel Twojego życia?
Podążanie ścieżką swojego powołania, korzystanie ze swoich darów, talentów, kierowanie się w życiu sercem, korzystanie ze swojego potencjału, kreatywności.
  1. Co uznałabyś za najlepszą rzecz w Twoim obecnym życiu?
To, że mogę robić to, co kocham. Jestem wdzięczna za to, że dość szybko odkryłam swoje powołanie i teraz mogę inspirować również te osoby, które nadal poszukują swojej ścieżki.
  1. Czego się boisz? Co jest dla Ciebie największym wyzwaniem?

Wyzwaniem są sytuacje, kiedy jestem niewyspana, musiałam zarwać noc, np. z powodu podróży. Niełatwo mi się śpi dzień przed podróżą, mam „reise fiber” i mogę się wybudzić kilka razy. Nie mogę również zasnąć w samolocie podczas długich lotów, zazdroszczę innym tej umiejętności spania w każdych warunkach.

Dobry sen jest dla mnie bardzo ważny. Niewyspana mam trudności z koncentracją, jestem bardzo introwertyczna i mogę być nieprzyjemna. W takim stanie niemiłe słowo może „zranić” bliskie osoby. Nie chcę tego, ale czasami tak się dzieje, kiedy jestem naprawdę zmęczona, a deficyt dobrego snu jest długi. Później następuje czas wyjaśniania i przepraszania.

  1. W czym jesteś naprawdę dobra?

Myślę, że w inspirowaniu, wskazywaniu innym ich własnych skrzydeł, potencjałów i wyjątkowości, motywowaniu do ruszenia do przodu, ale też w słuchaniu, okazywaniu empatii i towarzyszeniu w chwili otwarcia serca, płaczu, okazaniu słabości…

Potrafię też dobrze wprowadzać w stan głębokiego relaksu. To w końcu jedna z moich specjalizacji, którą uwielbiam. Sama się przy tym relaksuję, inaczej nie byłabym autentyczna.

  1. Co Cię motywuje, dodaje skrzydeł? Co wysysa z Ciebie energię i zapał?

Kiedy tworzę, np. piszę książkę, przygotowuję nowy warsztat, czuję flow, mam dużo energii. Skrzydeł dodaje mi zawsze przyroda, szczególnie drzewa, las, morze, góry i wulkany ( uśpione rzecz jasna :-) ). Uwielbiam soczysty zielony kolor, ładuję baterie, kiedy jestem otoczona roślinami, kolorowymi kwiatami. Bardzo lubię też kontakt ze zwierzakami. Oczywiście inspiruje mnie też kontakt z ludźmi, którzy tworzą, robią niezwykłe rzeczy, przechodzą swoje ograniczenia i słabości, robią coś pozytywnego dla innych i dla Planety. Dodaje mi energii taniec, śpiew, spotkania na poziomie serca z bliskimi osobami. Wsparciem jest zawsze rodzina, jestem wdzięczna, że mam wspaniałych rodziców i rodzeństwo.

Co wysysa? Trudno znoszę  pogodę wietrzną i wilgotną, brak słońca i zimę, tracę zapał do wychodzenia na zewnątrz, choć z roku na rok jest lepiej. Zima jest dla mnie często czasem pisania, dzięki temu nie rozpraszam się, ale jednak wolałabym ją spędzać w ciepłym kraju i  nad tą opcją aktualnie pracuję :-). Jestem zdecydowanie bardziej człowiekiem „południa”.

  1. O czym marzysz? Czego aktualnie pragniesz? Do czego usilnie dążysz albo za czym tęsknisz?

Chciałabym spędzać zimy w ciepłym kraju, pisać szybciej i więcej książek, które inspirują innych, prowadzić warsztaty dla osób z różnych narodowości, usiąść w kręgu z przedstawicielami różnych kultur, chciałabym mieć ośrodek rozwoju osobistego w jakimś pięknym miejscu przyrody. Oczywiście chciałabym zawsze być otoczona ludźmi kochającymi, których również ja kocham.

W moim życiu ważne są relacje z ludźmi, z tymi najbliższymi, ale również z tymi, którzy się pojawiają w mojej przestrzeni i nawiązywana jest nić porozumienia. Wszyscy możemy się czegoś od siebie nauczyć, coś sobie dać, zainspirować się w czymś. Dziękuję za ludzi, którzy pojawili się w moim życiu oraz za tych, którzy się dopiero pojawią.

  1. Jakie pytanie chciałabyś usłyszeć?

Czy lubię podróżowanie.
TAK! Uwielbiam ruch, poznawanie nowych miejsc ( a czasami świeże widzenie miejsc, które już znam), bycie w podróży, bycie podróżniczką, a potem powrót do domu, asymilacja tej podróży i poczucie przyjemności, kiedy wracam do ciepłego i bezpiecznego domu, w którym się dobrze czuję.

*Dagmara Gmitrzak

Sama pisze o sobie:
Terapeutka holistyczna, trenerka rozwoju osobistego, socjolog, muzykoterapeutka, autorka książek, miłośniczka podróży wewnętrznych i zewnętrznych.
Ukończyła Instytut Stosowanych Nauk Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego, ze specjalizacją: Pomoc społeczno-terapeutyczna, trzyletnie szkolenie z Muzykoterapii i Psychodramy, kurs trenerski Mindfulness, i wiele innych.
Od 2001 prowadzi warsztaty rozwoju osobistego, sesje indywidualne w Polsce i zagranicą. Pracuje w nurcie psychologii transpersonalnej.
Jest autorką siedmiu książek, m.inn: „Trening relaksacji”, „Obudź swoją kreatywność”, „Inteligencja serca”, „Pokonaj stres dzięki technikom relaksacji”, „Trening Jaguara”.
Pisze teksty z zakresu psychologii i rozwoju do magazynu psychologicznego SENS. Współorganizuje wyprawy w dalekie miejsca mocy, podczas których prowadzi również zajęcia warsztatowe ( Bali, Hawaje). www.rozwojosobisty.waw.pl

PS. Droga Czytelniczko, jakie byłyby Twoje odpowiedzi? Może zechcesz się nimi podzielić? Napisz do mnie.
7 pytań do…Agnieszki Stein

7 pytań do…Agnieszki Stein

"7 pytań do..." - słów kilka o cyklu

Cykl „7 pytań do…” powstał z potrzeby poznawania oraz prezentowania świata kobiet.
Tego, co jest dla nich najważniejsze, co je motywuje do działania, co zniechęca, czego się obawiają, o czym marzą.
Pytania, i odpowiedzi na nie, pokazują rzeczywistość, obrazują marzenia, tęsknoty i cele, bywają drogowskazem.
Chcę zachęcić kobiety do zadawania sobie pytań i szukania na nie odpowiedzi, by odkryć to, co ukryte i żyć w zgodzie ze sobą.

Do cyklu zapraszam kobiety, których poczynania obserwuję, od których uczę się i czerpię inspirację, które podziwiam i których miejsca w sieci polecam.
Często znam je jedynie z internetu i zadanie im 7 pytań, a potem czytanie odpowiedzi, jest doskonałą okazją do tego, by odkryć je w innym wymiarze.

Miłego czytania!

Różne kobiety, różne doświadczenia, różna droga, różne światy.
Te same pytania.
A odpowiedzi?

Agnieszka Stein*

  1. Co jest dla Ciebie najważniejsze? Jaki jest cel Twojego życia?

Staram się, żeby moje życie miało sens dla mnie i innych ludzi. Nad celami, a zwłaszcza takimi na całe życie, nie zastanawiam się zbyt wiele.

  1. Co uznałabyś za najlepszą rzecz w Twoim obecnym życiu?

Jedną? To, że jest, i że ciągle się zmienia.

  1. Czego się boisz? Co jest dla Ciebie największym wyzwaniem?

Boję się różnych rzeczy. Niczego chyba na dłużej. Wyzwaniem bywa ogarnianie szarej rzeczywistości i mówienie „nie” na różne propozycje, kiedy mam ich za dużo.

  1. W czym jesteś naprawdę dobra?

Staram się nie oceniać. Nie zajmuję się zastanawianiem, w czym jestem dobra. Bardziej interesuje mnie to, czego mogę się jeszcze nauczyć.

  1. Co Cię motywuje, dodaje skrzydeł? Co wysysa z Ciebie energię i zapał?

Motywuje bycie z ludźmi i robienie czegoś z innymi i dla innych. Wysysa energię czasem pogoda. A czasem brak porozumienia.

  1. O czym marzysz? Czego aktualnie pragniesz? Do czego usilnie dążysz albo za czym tęsknisz?

O wakacjach, wolnym czasie, oderwaniu się od codziennego życia i odpoczynku.

  1. Jakie pytanie chciałabyś usłyszeć?

Co jest dla ciebie ważne?
Odpowiedziałabym: życie, relacje, rozwój i to, żeby coś zmieniać.

*Agnieszka Stein

Sama pisze o sobie:

Agnieszka Stein, psycholog, pracuję z rodzicami i dziećmi w duchu rodzicielstwa bliskości. Jestem autorką trzech książek dla rodziców i współautorką kolejnej.
www.agnieszkastein.pl

PS. Droga Czytelniczko, jakie byłyby Twoje odpowiedzi? Może zechcesz się nimi podzielić? Napisz do mnie.